Materiały na e-mail
Ściągnij omówione tematy na nową maturę z WOS-u (za darmo)

Email
Imię
 
Systemy ekonomiczne jako modele gospodarek na świecie PDF Drukuj Email
Ekonomia to, najogólniej rzecz ujmując, taki dział nauki, którego zadaniem jest stała, nieustająca obserwacja potrzeb konsumenckich ludności oraz obieranie za przedmiot swego zainteresowania metod zapewniania obywatelom różnorodnych środków do życia – począwszy od najważniejszych, najbardziej podstawowych aż po te fakultatywne, „nadprogramowe”.

Systemy ekonomiczne na przestrzeni wieków

1. Podział ogólny:

Jerzy Pilikowski wymienia trzy główne ustroje ekonomiczne: feudalizm, kapitalizm oraz socjalizm (źródło: Jerzy Pilikowski, Wiedza obywatelska – podstawowe wiadomości o państwie, społeczeństwie i polityce, Kraków 1993, s. 88-94). Wykazuje on przy tym również pewne powiązania i zależności pomiędzy ustrojem ekonomicznym a politycznym danego państwa, na przykład fakt, że „mogą one iść ze sobą w parze”. Oznacza to w tym przypadku przyjęcie tradycyjnego skojarzenia feudalizmu np. z monarchią absolutną albo stanową (ta ostatnia opiera się na zasadzie podziału władzy króla z innymi stanami, tzw. uprzywilejowanymi), kapitalizmu z republiką bądź monarchią konstytucyjną, a socjalizmu z totalitarną dyktaturą (która przeważnie maskuje się pod nazwą „republiki”, lecz to zwyczajne pozory). Jest to oczywiście nader umowny i bardzo schematyczny rodzaj pojmowania tych zależności. Pilikowski obrazuje bowiem wszelakie anomalie i wyjątki, biorąc za przykład chociażby Rosję, która „w połowie XIX wieku z kraju feudalnego stała się krajem kapitalistycznym, jednak pozostała monarchią carów samodzierżców. Z kolei w marcu 1917 roku carów obalono, Rosję ogłoszono republiką, co nie oznaczało naruszenia ustroju kapitalistycznego. Kapitalizm został zakwestionowany dopiero po bolszewickim przewrocie w październiku 1917 roku” (cytat z: ibidem, s. 89).

2. Feudalizm:

Feudalizm, choć współcześnie już nieobecny, odegrał znaczącą rolę w historii, był bowiem najdłużej aktualnym systemem ekonomicznym na świecie. Jego początki sięgają trzeciego tysiąclecia p.n.e., kiedy to na terenie ówczesnej Mezopotamii czy Egiptu wykształciła się tzw. własność prywatna, którą w tamtych czasach stała się ziemia. Stąd wyniknęły pierwsze zróżnicowania majątkowe, gdyż tylko posiadacze ziemi posiadali pozycję uprzywilejowaną pozycję w społeczeństwie, natomiast ci, którzy musieli na niej pracować, nie mieli właściwie żadnych praw. Do systemu tego należy oczywiście wliczyć niewolnictwo, które również regulowało status poddaństwa wobec swego pana (właściciela, który sprawował całkowitą władzę nad swoim niewolnikiem – mógł go zabić, sprzedać lub traktować jak zwierzę, co też najczęściej czyniono). W Europie feudalizm spotykany był w starożytności, w Grecji oraz w Rzymie. Posiadającymi byli wówczas nobilowie czy latyfundyści – właściciele ogromnych połaci ziemi.
Średniowiecze zmieniło nieco obraz chłopa, który pomimo obowiązku płacenia rozmaitych świadczeń (czynsz, pańszczyzna, niemożność opuszczenia ziemi, itd.) na rzecz swego pana (lecz nie tylko – nie wolno zapomnieć o konieczności płacenia przez niego również dziesięciny na rzecz Kościoła, podatku w formie pieniężnej bądź towarowej dla państwa, a także o tzw. „świętopietrzu” dla Stolicy Apostolskiej – aż trudno sobie wyobrazić, że wszystkie te świadczenia spoczywały na najbiedniejszym chłopie!) był wolny o tyle, że „nie można go było sprzedać na targu jak bydlęcia, zmieniał pana wraz z całą rodziną, kiedy włość obejmująca i jego gospodarstwo zmieniała właściciela” (cytat z: ibidem, s. 90). Klasą społeczną, którą dzisiaj moglibyśmy uznać za prowodyra współczesnej gospodarki towarowo-pieniężnej, stało się mieszczaństwo, które od feudałów było zależne tylko o tyle, na ile mieli oni udział w administracji miejskiej lub państwowej. Wśród nich najbardziej prężnie działający w tym względzie okazali się drobni sprzedawcy, rzemieślnicy, właściciele banków oraz niewielkich wówczas przedsiębiorstw.

3. Kapitalizm:

Według Pilikowskiego jednym z najbardziej fałszywych haseł propagandy komunistycznej było przedstawianie kapitalisty jako człowieka żerującego na pracy innych ludzi, a więc jako zwyczajnego pasożyta. Uznaje on ten rzekomy zarzut za bardzo krzywdzący, z drugiej zaś strony nie opowiada się całkowicie za ustrojem kapitalistycznym – potrafi też dostrzec jego wady. Najogólniej rzecz ujmując, czym jest kapitalizm? Jest to taki system ekonomiczny, który opiera się na wzajemnej wymianie towarów lub usług oraz otrzymywaniu za nie ustalonej kwoty pieniędzy. Wartość ta wynika przeważnie z kosztów, jakie zostają włożone w wytworzenie danego produktu (muszą one zostać zrównoważone), a także z konieczności wyniesienia zysku z każdej takiej transakcji, co wiąże się z pewną „nadwyżką” cenową (jest to „bonus”, innymi słowy: zapłata za pracę tej osoby, która oferuje komuś daną rzecz). Nikt bowiem nie wykonuje niczego za darmo, i na tym opiera się właśnie kapitalizm. Na czym jeszcze się opiera? Przede wszystkim na kreatywnej sile, i jak sama nazwa sugeruje – posiadaniu początkowego kapitału. Stąd nietrudno o wniosek, że o wiele bardziej ułatwione zadanie mają dziedzice wielkich majątków, którzy swoją fortunę bez trudu mogą zainwestować, tworząc mniej lub bardziej rozwinięte korporacje, a następnie czerpiąc z tego niemałe zyski, co pozwala im kilkakrotnie pomnożyć wyjściowy kapitał, który włożyli w „rozkręcenie interesu”. Analogicznie więc najbardziej pod górkę jest wszystkim tym, którzy nie dysponują dużą kwotą pieniędzy na samym początku, aby móc założyć coś własnego, co mogłoby przynieść znaczące dochody. Współczesny kapitalizm wspomaga jednak taką działalność i wspiera przy tym również osoby niezbyt zamożne, lecz mające ciekawe, niebanalne pomysły. Są to przede wszystkim udzielane kredyty, coraz częściej na bardzo korzystnych warunkach. Wszystko po to, by zachęcać potencjalnych przedsiębiorców do zakładania nowych firm. I rzeczywiście – od paru lat „wyrastają” one dosłownie jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Naturalnie, wiąże się to z wieloma zagrożeniami. Nie zawsze profil działalności danej firmy jest na tyle popularny, by mógł przynosić zyski, co ostatecznie doprowadza do bankructwa, pogłębienia zależności finansowej, a więc długów wynikłych z niemożności spłacenia bankom wziętych wcześniej pożyczek, a ostatecznie do całkowitej upadłości. Upadłość taka dotyka przede wszystkim właściciela przedsiębiorstwa, który jest najbardziej stratny w takiej sytuacji, lecz kryzys ten odbija się również na wszystkich osobach zatrudnionych, które automatycznie tracą swoje źródło utrzymania. Stąd też bierze się tak powszechne przecież zjawisko bezrobocia. Jest to jednak czarny scenariusz, który nie zawsze musi się ziścić. Prawdą jest bowiem, że w kapitalizmie dosłownie każdy człowiek może z przysłowiowego pucybuta stać się milionerem, jak również i odwrotnie – niemalże w jednej chwili stracić wszystko. To bardzo ryzykowny system ekonomiczny, ale nie wolno zapomnieć, że otwierający również mnóstwo możliwości, które – o ile się dobrze wykorzysta – mogą zagwarantować należytą stabilizację życiową. Podstawowym kryterium stają się tutaj wobec tego wysokie kwalifikacje oraz zamożność. W systemie tym pracodawca nie musi być „niepracującym” – przeważnie nim nie jest, zazwyczaj „haruje za trzech”. Stąd wyjściowe stwierdzenie Pilikowskiego, że kapitalisty nie należy kojarzyć z żerującym wyłącznie na swych pracownikach pasożytem, który sam nic nie umie zrobić, a jego jedynym atutem jest to, że „posiada”. Podsumowując: nie jest to jednak system odpowiedni dla ludzi słabych psychicznie, liczą się bowiem tak naprawdę tylko ci, którzy odpowiednio kombinują, nierzadko owa kombinacja łączy się, niestety, z łamaniem przepisów obowiązującego prawa. Przykładem jest zmuszanie kobiet do prostytucji (która sama w sobie nie jest zakazana, kobiety uprawiające nierząd za pieniądze nie są za to karane, jednak z pełną śmiałością zarzuty można postawić zatrudniającym je osobom, nakazującym podporządkować się bezwzględnie swoim nakazom, często egzekwując to użyciem siły i przemocy) – a więc najstarszego zawodu świata, jak to zwykło się mówić, czerpiąc z tego nieprzeciętne zyski, o których trudno powiedzieć, by były zdobywane na drodze legalnej działalności przedsiębiorczej.

4. Socjalizm

Socjalizm natomiast – w założeniu jego twórców – miał być wyjątkowy o tyle, że jako jedyny ustrój nikogo nie wywyższał, nikogo nie uprzywilejowywał – tak, jak kapitalizm burżuazję czy w feudalizm szlachtę bądź duchowieństwo. W ramach ideologii socjalistycznej mieściło się przekonanie, iż podział na klasy społeczne nie istnieje, bo wszyscy obywatele są tacy sami. Dlaczego tacy sami? Ponieważ nie funkcjonuje coś takiego, jak własność prywatna. Wszelkie miejsca produkcji, instytucje tego typu należą do państwa, a więc – teoretycznie – do wszystkich w równym stopniu. Kiedy więc nie ma wielkich właścicieli, nie ma również poddanych. Każdy jest taki sam w świetle prawa, staje się więc tylko i wyłącznie „człowiekiem pracy” – i ani nikim więcej, ani nikim mniej. Lecz przecież ktoś musi nad tym czuwać! Bez tego zapanowałaby całkowita anarchia, a więc absolutny chaos, a ten – jak wiadomo – nigdy nie prowadzi do podjęcia właściwych decyzji, jest drogą najgorszą z możliwych. Oczywiście, nad „równymi” obywatelami opiekę roztaczać więc muszą „równi im” urzędnicy. Trudno jednak uwierzyć, by należność do aparatu administracji państwowej nie prowadziła do uczucia wyższości i chęci przejęcia absolutnej, nieograniczonej władzy. I tym właśnie charakteryzował się socjalizm. Wszelkie przejawy inicjatywy ze strony potencjalnych przedsiębiorców były skutecznie zwalczane, niepopierane przez rządzącą partię komunistyczną. Wszystko opierać się więc musiało na pewnym odgórnie przyjętym, ustalonym wcześniej planie. Za powstanie takiego planu odpowiadało państwo. Przykładem państwa socjalistycznego, w którym próbowano utrzymać wolność rynkową przedsiębiorcom, są Węgry czy Jugosławia, jednak na ogół była to sprytnie obmyślona iluzja (źródło: ibidem, s. 93). Nietrudno się domyślić, że obarczenie kierownictwem nad państwowymi instytucjami oraz zakładami osób powiązanych z partią rządzącą, przeważnie zupełnie niekompetentnych, którym brakowało świeżości w działaniu, motywacji oraz kreatywności, doprowadzało do całkowitego regresu gospodarczego, jak również do niewyobrażalnego marnotrawstwa zasobów. Źle sporządzony plan zakładał bowiem nie tylko jakość wytwarzanych produktów, ale także ich ilość, jak również to, do kogo mają one trafić, kiedy, po jakiej cenie, itd. Nie pozostawiono zatem żadnej swobody potencjalnym niezależnym podmiotom gospodarczym. Wszelkie starania o możliwość założenia własnej działalności zazwyczaj kończyły się fiaskiem.

Typy własności

„Własność to uprawnione władanie, korzystanie i rozporządzanie dobrami” (cytat z: Felicja Kalinowska, Podręcznik. Wiedza o społeczeństwie, „Efka” – Wydawnictwa Szkolne, Piła 1997, s. 65). To własność czyni nas wolnymi i odpowiedzialnymi za podejmowane decyzje, to za nią odpowiadamy, musimy się o nią troszczyć, czuwać nad jej rozwojem oraz uważać na wszelkie niepomyślne zdarzenia losowe. Własność nadaje się za pomocą pewnego aktu – nawet, jeżeli jest to zwyczajny ołówek kupiony w sklepie, to wówczas otrzymany w ramach tej transakcji rachunek jest podstawą do orzekania o własności. Wtedy też – jako pełnoprawni posiadacze danej rzeczy – mamy przyzwolenie dowolnie nią zarządzać. W tej sytuacji przedmiot ten możemy wykorzystywać dla własnych celów, możemy też go sprzedać dalej, podarować komuś, zniszczyć, wyrzucić do kosza, gdy się na przykład zużyje. Rzadko kiedy jednak stosuje się takie restrykcje w przypadku drobnych towarów. Zazwyczaj o własności i możliwości samodzielnego kierowania jej losem mówimy w odniesieniu np. do nieruchomości, pojazdów czy innych dóbr luksusowych. Nie zapominajmy także, że własnością jest także własność intelektualna, czyli konwencje czy pomysły (uwiecznione na konkretnym nośniku) i jako taka podlega ona ochronie, wynikającej z kodeksu prawa autorskiego. Podsumowując więc powyższe luźne wzmianki: przedmiot (bądź cokolwiek innego), aby stał się formalnie naszą własnością, by móc nią samemu zarządzać, musimy w pewien sposób nabyć, np. zakupić lub otrzymać od kogoś (w spadku lub poprzez inne formy przekazu). Każde nieuzasadnione, bo niczym nieudokumentowane, wykorzystywanie z punktu widzenia prawa jest wykroczeniem bądź przestępstwem.

Wyróżniamy trzy podstawowe typy własności: własność publiczną, prywatną oraz spółdzielczą.

1. Własność publiczna:

Na własność publiczną składają się wszystkie te instytucje oraz przedsiębiorstwa, a także infrastruktura i inne podmioty, które są własnością całej społeczności na terytorium kraju (wtedy mówimy o własności państwowej) lub pewnej jej części, zamieszkałej na jakimś ograniczonym obszarze, np. na terenie gminy albo województwa (i wówczas mamy do czynienia również z własnością publiczną, ale samorządową).

Kiedy Skarb Państwa posiada udziały w spółkach publicznych korporacji, „które kierują bieżącym funkcjonowaniem znacjonalizowanych gałęzi przemysłu” (cytat z: ibidem, s. 65), zachodzą wtedy regulacje pomiędzy nimi a rządem, które orzekają o przynależności danych przedsiębiorstw do państwa (w części lub w całości). Dotyczy to przede wszystkim takich jednostek, których działalność ściśle obraca się w kręgu zaspokajania tych potrzeb ludzi, które zawsze pozostają jako najważniejsze do spełnienia, są priorytetowe, nigdy nie przeminą, wciąż będą tak samo aktualne i istotne. Tyczy się to przede wszystkich takich przejawów aktywności, jak: obrona państwa (a więc bezpieczeństwo), rozwój kultury, oświata, ochrona socjalno-zdrowotna, itd. Naturalnie, obok takich przedsiębiorstw, którymi zarządza biurokracja państwowa, powstają również jednostki prywatne, o tym samym zakresie działań i podobnych celach. I tak weźmy za przykład szpitale bądź szkoły. Ponieważ każdy obywatel (płacący regularnie podatki oraz składki ubezpieczeniowe) ma prawo korzystać z opieki zdrowotnej, a także pobierania darmowej nauki, może więc korzystać z usług oferowanych przez te placówki. Wiąże się to jednak z wieloma niedogodnościami, np. z koniecznością długiego oczekiwania na konkretną operację, itd. Aby tego uniknąć i zostać obsłużonym niemalże natychmiast, wiele osób decyduje się na leczenie w prywatnych gabinetach lekarskich, w których za każdą wizytę należy płacić. Istnieje w tym momencie możliwość dokonania wyboru, trzeba się jednak liczyć ze wszystkimi konsekwencjami, gdyż plusem placówek państwowych jest pokrywanie kosztów zabiegów (lecz miejmy na uwadze, że nie wszystkie opłaca NFZ, część jest jedynie refundowana lub w ogóle nieobjęta żadnym świadczeniem), lecz wiąże się z mnóstwem problemów natury „technicznej” (przede wszystkim chodzi tu o niewiarygodne kolejki). Jednostki prywatne w dużej mierze likwidują tę przeszkodę, jaką jest długie wyczekiwanie na konkretne działanie (np. zabieg), lecz rekompensują to sobie nazbyt wysokimi opłatami. Podobnie ma się rzecz z prywatnym szkolnictwem. Aby przyciągnąć rodziców, by oddali swoje dzieci do takiej placówki, szkoły te muszą ich w pewien sposób zachęcić i przekonać do pomysłu, że w zamian za „wyrzucone” pieniądze ich dzieci znajdą się pod wyjątkową opieką, otrzymają gruntowne, solidne wykształcenie, a w ramach czesnego czekają je przeróżne zajęcia dodatkowe, na które w zwyczajnych warunkach rodzice zapewne nigdy by ich nie posłali. Tak działa współczesny kapitalizm, który opiera się na własności prywatnej. Dojdziemy do niej za chwilę, tymczasem doprowadźmy do końca kwestię własności publicznej, w tym przypadku państwowej. W każdym bowiem państwie kapitalistycznym istnieją takie gałęzie działalności gospodarczej, w które to ingerencja ze strony państwa wciąż pozostaje niezbędna – w tym celu ściągane są od obywateli podatki, żeby np. czuli się oni bezpiecznie, kiedy wiedzą, że mogą liczyć na ewentualną interwencję policji, straży pożarnej bądź pogotowia ratunkowego. Nie wszystko więc da się zastąpić własnością prywatną. Wciąż pozostają takie punkty „zaczepienia”, w których nie można oddać wszystkiego w ręce jednego właściciela, który zarządzałby całą jednostką w sposób sobie samodzielnie przypisany. Trudno sobie bowiem wyobrazić sytuację, gdybyśmy przy każdej chorobie, np. grypie, musieli płacić za każdorazową wizytę u lekarza, nawet tę rutynową, kontrolną! Nawet, gdyby odbijało się to na naszych pensjach, które automatycznie by wzrosły (odeszłyby bowiem koszty składek ubezpieczeniowych i inne „socjały”), to niezwykle trudno uwierzyć, że ludzie byliby na tyle przezorni, żeby co miesiąc odkładać tę samą kwotę pieniędzy w ramach przezornego zabezpieczenia swego zdrowia i życia na wypadek ewentualnej choroby, urazu bądź nawet śmierci. Na tyle machina ta wciąż jest przemyślana, choć w wielu miejscach tak przecież upośledzona i zacofana, że pomimo wszystko każdemu gwarantuje się podstawowe świadczenia. To, czy z nich zechcemy skorzystać, leży już w gestii naszego własnego wyboru – co uznamy za lepsze dla nas w danym przypadku.

Jerzy Pilikowski określa własność samorządową (inaczej zwaną też komunalną) mianem „własności państwowej w miniaturze” bądź „gminnego socjalizmu” (źródło: J. Pilikowski, Wiedza obywatelska…, s. 103). I faktycznie, coś w tym jest. Podobnie rzecz ma się w tym przypadku, jak w odniesieniu do własności państwowej – istnieją przecież „przedsięwzięcia z reguły deficytowe, w które żaden prywatny kapitał nie zainwestuje, a mimo to konieczne do życia. Wymieńmy choćby komunikację publiczną, wywóz śmieci czy sieć wodociągowo-kanalizacyjną” (cytat z: ibidem). Jak więc dobrze sądzimy, wszystko się opiera się na budżecie jakiejś małej jednostki administracyjnej (w porównaniu z administracją danego kraju). Może to być np. gmina, powiat lub województwo. Najmniejszą jednostką jest w tym przypadku gmina, toteż działający w niej samorząd pełni funkcję „strażnika” i regulatora pewnych rozwiązań gospodarczych, o których mowa była powyżej (oczywiście podano jedynie przykłady, większość gmin podejmuje również wiele innych inicjatyw, do których należy np. dokarmianie dzieci w szkołach, pomoc ubogim, budowa infrastruktury miejskiej, itd.). Ponieważ wszystko to, co obraca się w kręgu działań mających na celu zaspokojenie potrzeb większej grupy ludności (mniejszej jednak niż całe społeczeństwo danego państwa), wówczas niezbędne jest przejęcie większości z nich przez samorząd np. gminny. Załóżmy, że w miejscowości X niezbędny jest wywóz śmieci. Oczywiście, mogłaby się tej inicjatywy podjąć osoba prywatna, jednak rzadko trafia się ktoś taki. Przeważnie ze względów finansowych (typ myślenia: „bo taka praca nie przyniesie mi kokosów”) bądź prestiżowych („mam firmę zajmującą się wywozem śmieci – jak to będzie brzmiało, kiedy powiem o tym w towarzystwie?”), itp. Jednak i takie działania należy podjąć. Kiedy więc nie chce po nie „ruszyć” ktoś z własnym wkładem pieniężnym, ażeby móc tym samodzielnie zarządzać, trzeba znaleźć inne rozwiązanie. Trudno jednak oczekiwać, że zajmie się tym rząd państwa, który na tak drobnostkowe sprawy zwyczajnie nie ma czasu, ażeby je rozpatrzyć. Wyobraźmy sobie bowiem sytuację, że administracja państwowa debatuje nad każdą gminą na terenie kraju, których jest ponad dwa tysiące! Byłoby to po pierwsze niemożliwe, a po drugie wręcz śmieszne. Stąd wytworzyła się konieczność narodzin takiej instancji, której podlegałyby tego typu kierunki działalności. I w ten oto sposób wszystko to, co nie podlega osobie prywatnej, ani tym bardziej państwu, a tyczy się jakiejś konkretnej jednostki administracyjnej, leży w gestii samorządu, który za swoje działanie odpowiedzialny jest przed aparatem państwowym, więc nie oznacza to pełnej bezkarności. Ponieważ samorząd wybierany jest zawsze w wyniku głosowania wewnętrznego, na tych samych zasadach, co podczas głosowania do parlamentu bądź na prezydenta, toteż spoczywają na nim takie same prawa, ale również restrykcje i obowiązki, co na szczeblu władzy państwowej. Nie zapominajmy przecież, że samorząd jest – idąc tym samym tropem, co Pilikowski – „aparatem administracji państwowej w miniaturze”.

2. Własność spółdzielcza:

Własność spółdzielcza wpisuje się w puste miejsce pomiędzy własnością prywatną a państwową, wypełnia swego rodzaju lukę. Formalnie przedsiębiorstwo spółdzielcze bardzo przypomina strukturę spółki akcyjnej (o tym jednak za chwilę). W odróżnieniu jednak od niej wszyscy członkowie danej spółdzielni mają równe prawa co do podejmowanych decyzji, niezależnie od ilości udziałów. A więc nie obowiązuje zasada proporcjonalności, tak jak to rzecz ma się w przypadku spółki akcyjnej. Wyróżniamy spółdzielnie: pracownicze (członkowie takiej spółdzielni jednocześnie w niej pracują) oraz konsumenckie, tzw. spółdzielnie handlu detalicznego (członkowie takiej spółdzielni są klientami jakichś przedsiębiorstw) (źródło: F. Kalinowska, Podręcznik…, s. 66).

3. Własność prywatna:

Własność prywatna jest dominantą w systemie kapitalistycznym. To ona stanowi jego fundament, jako jedyna prowadzi do zysku w swej najczystsze postaci. O ile własność państwowa doraźnie jedynie zaspokaja potrzeby ludności (i to te podstawowe), o tyle własność prywatna daje zarówno komfort z powodu możliwości wzbogacenia się, ale stwarza także ryzyko popadnięcia w ruinę, długi oraz realnego bankructwa. Wyraźnie więc widać dwa skrajne bieguny, które się wzajemnie warunkują, oba też występują wymiennie, z równą niemalże częstotliwością. Firma prywatna może należeć do jednej osoby, do całej rodziny lub do grupy osób niespokrewnionych ze sobą. Grupa taka może liczyć zaledwie kilkoro ludzi, jak również być ogromną spółką kapitałową, która może pozwolić sobie na handel swoimi akcjami. Handel taki odbywa się na wirtualnym rynku zwanym giełdą. Nie jest to jednak taka giełda, jaką przeważnie kojarzymy, czyli konkretnym miejscem, gdzie sprzedaje się swoje wyroby. Giełda jest niezwykle specyficznym punktem takiej sprzedaży. Obraca się na niej akcjami, czyli papierami wartościowymi. Akcje to dokumenty, które orzekają o przynależności do danego przedsiębiorstwa, którego struktura opiera się na działaniu w ramach spółki akcyjnej. Tym samym osoba, która zakupuje taki papier, staje się pełnoprawnym jej członkiem, ma prawo brać udział w zebraniach i głosowaniach, zarabiać proporcjonalnie i współuczestniczyć w zarządzaniu – jako jeden z właścicieli. Akcje może tak naprawdę zakupić każdy – zarówno osoba prywatna, jak i instytucja, osoba bardzo dobrze obeznana „z tematem” lub ktoś całkowicie początkujący. Niemniej jednak transakcje tego typu „odbywają się anonimowo, a sprzedażą akcji i obligacji w imieniu sprzedających zajmuje się makler, czyli osoba będąca pośrednikiem między klientem ‘z ulicy’ a giełdą. […] Ktokolwiek jednak kupuje lub sprzedaje papiery wartościowe na giełdzie, zobowiązany jest do korzystania z pośrednictwa licencjonowanych maklerów. […] Przyznawaniem licencji zajmuje się Komisja Papierów Wartościowych, stawiająca kandydatom bardzo wysokie wymagania. Inwestorzy oczekują od maklerów sprawnego przepływu informacji, kompetentnych wyjaśnień i dyskrecji” (cytat z: ibidem, s. 70). Cała machina opiera się na zdolności umiejętnego przewidywania przyszłych wydarzeń. Jeżeli na przykład dana osoba wykupi akcje podupadającej firmy, a więc za bardzo niską cenę w odpowiednim momencie, kiedy nikt inny nie ośmieliłby się aż tak ryzykować, to może okazać się, że za parę miesięcy firma ta na nowo rozkwitnie i wówczas ceny jej akcji wzrosną. Taka osoba wówczas sprzeda swoje udziały, i to po o wiele wyższej cenie, gdyż w danej chwili przedsiębiorstwo ma się bardzo dobrze i nie ma powodu do obaw. I w ten sposób można wiele zyskać, ale istnieje również ryzyko poważnego bankructwa, kiedy nastąpi sytuacja odwrotna do powyższej. Giełda jest zatem bardzo trudnym elementem działalności, wymaga sporo wprawy oraz obycia w sprawach rynkowych.

Własność prywatna jest źródłem gospodarki rynkowej. Po zmianach, jakie zaszły w Polsce w 1989 roku, należało całkowicie zreorganizować gospodarkę, w której większość przedsiębiorstw oraz udziałów w wielu firmach należało do państwa. Sprzedaż takich akcji osobom lub instytucjom indywidualnym nazywamy prywatyzacją – wtedy to udziały przechodzą, jak sama nazwa mówi, w „prywatne ręce”.

Modele gospodarek


1. Gospodarka centralnie sterowana (planowana):

Gospodarka centralnie sterowana jest domeną państw o ustroju socjalistycznym (i taką też była w Polsce do 1989 roku). Założeniem takiego systemu jest po prostu „wypełnienie planu”, który ustalany jest przez władze zwierzchnie, a także specjalnie powołanych przez nie specjalistów z różnych dziedzin życia. Do państwa należą zarówno jednostki produkcyjne, jak i zasoby naturalne. I w ten oto sposób stwarza się konspekt, który obejmuje cele i działania na jakiś konkretny okres czasu. W dalszej kolejności w każdym zakładzie powołuje się specjalną dyrygenturę, która będzie zarządzać nim w imieniu państwa, a więc będzie wykonywać wszystkie odgórnie przyjęte założenia oraz nadane rozkazy. Urzędnik taki jest odpowiedzialny za swoje czyny przed aparatem zwierzchnim. Ponieważ jest tylko pracownikiem, a więc człowiekiem poddanym ścisłym zaleceniom władzy, toteż o niczym nie może zadecydować sam, wszelkie decyzje zmuszony jest konsultować, co w dalszej konsekwencji prowadzi do wielu zaniedbań, przeciągnięć, a w gruncie rzeczy do nieefektywności. Nieproduktywność wynika również z założenia, że należy tylko i wyłącznie wypełnić plan rządowy, najlepiej również być nieco ponad nim, nieważne jakim kosztem i z jakim skutkiem. Bardzo często postawa ta prowadzi do wielu wynaturzeń oraz do ogromnego marnotrawstwa wielu zasobów. Zasoby te są wpierw maksymalnie koncentrowane po to, aby równo je rozdzielić pomiędzy wszystkich obywateli bądź pomiędzy najważniejsze cele, jakie w danym momencie stawia sobie komunistyczny rząd. Jest to jednak zazwyczaj czystą iluzją, co nie przekłada się tak „kolorowo” na rzeczywistość. Gospodarka centralnie sterowana nigdy nie gwarantuje wielkiej zamożności, bo nie na tym ona ma polegać. Wystarczy, że każdy będzie pracował (bo „czy się siedzi, czy się leży, dwa tysiące się należy”) oraz zarabiał na tyle, by nie głodować, mieć się w co ubrać czy . Wszelkie wyższe usługi, typu wyjazdy wakacyjne czy opieka zdrowotna koncentrować się ma wokół zakładu pracy, który nie tylko daje zatrudnienie, ale także „uczy i wychowuje”. Bo przecież w socjalizmie wszyscy są sobie równi, wszyscy są wyłącznie klasą robotniczą.

2. Gospodarka rynkowa:

Obecnie dominuje na całym świecie, jest typową odmianą gospodarki dla krajów kapitalistycznych. Rola państwa w budowaniu i funkcjonowaniu gospodarki jest znikoma. Polega ona głównie na przyznawaniu osobowości prawnej danej instytucji lub przedsiębiorcy oraz zapewnieniu stałego przypływu finansowego, proporcjonalnie do otrzymywanych zarobków (chodzi tutaj głównie o ściąganie podatków). Fundamentalną zasadą gospodarki rynkowej jest konkurencja, która polega na wabieniu nowych klientów, którzy kosztem jednego przedsiębiorstwa, który traci w tym momencie nabywcę swoich towarów, przechodzi do innego, i to z jego usług korzysta, a w ten sposób te drugie przedsiębiorstwo nabywcę takiego zyskuje. Przyczyny „zmieniania” usługodawcy mogą być bardzo różne – jakość produktów, ale przede wszystkim ich cena, a także ich wzajemne warunkowanie się, tj. na ile cena adekwatna jest do jakości. Skrajną formą sprzedaży do konkurencji jest monopol, który polega na tym, że na rynku istnieje jedna firma, która oferuje daną usługę, przez co nie istnieje możliwość porównania cen oraz jakości, przez co firma taka może dowolnie windować koszty i manipulować klientami. Obecnie monopol jest silnie zwalczany, a także surowo karany (w momencie wykrycia silnych nadużyć).

Na to, jakie decyzje podejmuje rada nadzorcza przedsiębiorstwa (czyli zarząd, który reprezentuje w nim właściciela, jest pośrednikiem pomiędzy pracownikami a osobą, która włożyła kapitał w rozpoczęcie działalności oraz rozwój danej firmy) ma wpływ rynek. Rynek, którego nie należy kojarzyć z takim, jaki znamy na co dzień, a więc konkretnym miejscem, gdzie dokonuje się jawnej sprzedaży oraz kupna jakichś towarów. Rynek, a konkretnie podaż i popyt, które ukazują, na co jest największe zapotrzebowanie w danej chwili, czego ludziom najbardziej brakuje, co najchętniej nabywają, a więc w co warto w tym jednym momencie zainwestować. To, jakie jest zapotrzebowanie, przekłada się na ceny, jakie proponują producenci w zamian za nabycie ich towaru.

OPRACOWANIE: Marta Akuszewska

BIBLIOGRAFIA:

1.    Kalinowska Felicja, Podręcznik. Wiedza o społeczeństwie, „Efka” – Wydawnictwa Szkolne, Piła 1997, s. 65-66, 70, 74.
2.    Pilikowski Jerzy, Wiedza obywatelska – podstawowe wiadomości o państwie, społeczeństwie i polityce, Kraków 1993, s. 88-94, 102-104.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »