Materiały na e-mail
Ściągnij omówione tematy na nową maturę z WOS-u (za darmo)

Email
Imię
 
Dramat Piotra Stańczaka w Pakistanie PDF Drukuj Email
Kiedy 7 lutego 2009 roku z samego rana pojawiła się w mediach informacja o tym, jakoby talibowie mieli ściąć głowę polskiemu inżynierowi, przytrzymywanemu od czterech miesięcy, na wieść o tym przez niejedno ciało przeszedł zimny dreszcz. Trudno bowiem pogodzić się komukolwiek z tym, że można było poświęcić życie zupełnie niewinnego człowieka, który pragnął jedynie w spokoju wykonywać w Pakistanie swoje obowiązki zawodowe, a mimo to skończył tak tragicznie…

Początek koszmaru


Piotr Stańczak (42 l.) był polskim geologiem z Krosna, pracującym dla firmy „Geofizyka Kraków”. To właśnie firma ta wysłała go do Pakistanu, aby tam wykonywał odpowiednie pomiary. O jego działalności talibowie dowiedzieli się od swojego informatora, który przekazał im wiadomość, iż w okolicy przebywa biały człowiek z odległego kraju. Jak dowiedzieli się dziennikarze TVN (program „Superwizjer” – emisja: poniedziałek, 9 lutego, godz.: 23.15) od Mumtaza Bangasha, który miał kontakt z porywaczami, jak również z samym Piotrem Stańczakiem, Europejczycy są bardzo cenieni na Bliskim Wschodzie. Stąd szybko pojawił się pomysł, aby przygotować zasadzkę na polskiego inżyniera w celu jego uprowadzenia. I tak 28 września 2008 roku, kiedy geolog wyruszył ze swoimi ochroniarzami oraz aparaturą do pomiarów sejsmicznych, w stronę jego samochodu padły strzały, w wyniku których wszyscy jego towarzysze zostali natychmiast zabici. Samego Piotra Stańczaka załadowano do obcego auta, którym odjechano w nieznanym kierunku. Stało się to w pobliżu granicy pakistańsko-afgańskiej, około 100 km na północny zachód od Islamabadu. O samym porwaniu zrobiło się głośno bardzo szybko. Nikt jednak nie potrafił potwierdzić, iż dokonali tego talibowie, aczkolwiek podejrzenia co do tego były niemalże pewne. Czekano jedynie na jakiś znak, odzew co do warunków w zamian za uwolnienie Polaka. Taki sygnał jednak długo nie nadchodził, toteż rodzina, firma, w której pracował geolog – wszyscy byli skazani na dręczącą niepewność, co mogło się wydarzyć. A przede wszystkim: dlaczego akurat jego musiało to spotkać – niewinnego, spokojnego człowieka?

Pierwsze nagranie i żądania


Mniej więcej w połowie października do mediów dotarło pierwsze nagranie wraz ze sprecyzowanymi żądaniami porywaczy. Na filmie pojawił się sam Piotr Stańczak, który zarówno po angielsku, jak i po polsku prosił swych rodaków o pomoc (m.in.: „my life is danger – please, help me”, tzn. „moje życie jest w niebezpieczeństwie – proszę, pomóżcie mi”). Powiedział również, że jeśli spełnione zostaną owe żądania, on również zostanie dzięki temu uratowany. Polak ubrany był w tradycyjny strój plemion pusztuńskich, nieogolony, a w jego stronę skierowane były karabiny trzymane w rękach przebranych od stóp do głowy porywaczy. Mówił łamaną angielszczyzną, ale fakt, że przemówił później po polsku spowodował później w naszym kraju falę różnorodnych spekulacji, jakoby któryś z terrorystów musiał rozumieć ten język, aczkolwiek były to tylko podejrzenia. Na nagraniu tym Piotr użył słowa „talibanowie”. Dziś wiadomo, że porwania dokonali terroryści z bardzo niebezpiecznej grupy Therik-i-Taliban. Wiadomo również, że była to grupa bardzo niejednorodna – w jej skład wchodzili zarówno ludzie starszej daty, tradycjonaliści, jak również przedstawiciele młodego pokolenia. Racje i poglądy tych warstw wiekowych podobno bardzo często się ścierały i były sobie przeciwne, co oznacza, że wewnątrz grupy także panowała niezgoda i spór o to, co można uzyskać, więżąc, a później zabijając Polaka. Niemniej jednak warunki co do oddania żywego inżyniera były bardzo konkretne: talibom nie zależało na pieniądzach, okup w formie pieniężnej nie interesował ich ponoć wcale. To bardzo ważne, gdyż firma, dla której pracował Piotr Stańczak, od początku była skłonna taki okup zapłacić. Żądania te były o wiele bardziej dalekosiężne i trudne do spełnienia, gdyż wymierzone zostały właściwie tylko i wyłącznie w stronę rządu pakistańskiego, od którego domagano się uwolnienia około stu ich towarzyszy, którzy zostali skazani za różne morderstwa, a także usunięcia wojsk rządowych z rejonów plemiennych. Warunki te w swej początkowej formie były dla władz pakistańskich absolutnie nie do przyjęcia. Podjęto więc decyzję, we współpracy z polskim MSZ, aby rozpocząć negocjacje z terrorystami.

Przebieg działań


O samych działaniach zarówno polskiego, jak i pakistańskiego rządu wiadomo niewiele. Jak zapewniał Radosław Sikorski, szef polskiego MSZ, strona pakistańska bardzo poważnie podeszła do sprawy. Do tego stopnia, że jej przedstawiciele udali się osobiście w owe trudne, górskie tereny, w których miał być przetrzymywany Polak. Zdania na ten temat są jednak obecnie bardzo podzielone – jedni uważają, iż władze tamtego kraju bardzo zaangażowały się w negocjacje, inni natomiast sądzą, że można było zrobić o wiele więcej, skoro finał tej sprawy zależał właściwie tylko i wyłącznie od decyzji owych władz, a jak już wiadomo – okazał się wyjątkowo niepomyślny i tragiczny. O wiele więcej jednak trudności sprawia jednoznaczna ocena działań ze strony polskiego rządu. Według Jacka Cichockiego (sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów) oraz Jacka Najdera (wiceministra spraw zagranicznych) zrobiono wszystko to, co było możliwe. Takie zapewnienia padały na obu konferencjach, jakie zostały zwołane dla dziennikarzy w trybie natychmiastowym w związku z doniesieniami z Pakistanu, jakoby Polak miał zostać definitywnie zabity. Podobnie optymistycznie działania polskiego konsulatu oceniła Joanna Kozińska-Frybes, dyrektor departamentu konsularnego i Polonii w MSZ. To właśnie jej wypowiedź rozdrażniła niektórych komentatorów politycznych, którzy zarzucili jej nieprofesjonalność zawodową (chodzi bowiem o to, iż pani dyrektor zaznaczyła, że w sprawę zaangażowany był cały konsulat, cały sztab ludzi, a nie pojedyncze osoby, jak to ma się w jakichkolwiek innych przypadkach). Mówili przy tym, że trudno porównywać tak kryzysową sytuację, jak porwanie polskiego obywatela, mające swe podłoże polityczne (a co ważne: nie rabunkowe!) a np. przypadek zagubienia przez kogoś paszportu. Polscy dziennikarze oburzyli się również na zarzuty ze strony naszych władz, jakoby zbyt mocno chcieli rozdmuchać tę sprawę, a nie powinni tego robić ze względu na szacunek dla bliskich Piotra Stańczaka. Pojawiły się głosy, że wręcz przeciwnie – że sprawa ta tak naprawdę na poważnie zagościła w mediach dopiero wtedy, gdy doszło do tragedii, a wcześniej było o tym za bardzo cicho, i być może dlatego polskie władze robiły zbyt mało, aby naciskać na rząd pakistański. Naciskać, bo wszyscy są zgodni co do tego, że poza wywieraniem wpływu na władze tego kraju, nasza administracja miała związane ręce i mogła zrobić niewiele więcej. O tym jednak, jak wyglądały rozmowy i współpraca polskiego MSZ z rządem pakistańskim, i czy nie doszło do poważnych zaniedbań, zadecydować ma specjalna komisja, która zbadać ma przebieg działań.

Kulisy przetrzymywania Polaka


Według Mumtaza Bangasha, do którego dotarli dziennikarze TVN, który wypowiedział się na temat samego porwania i przetrzymywania Polaka na 12 godzin przed egzekucją – Piotr Stańczak był dobrze traktowany przez terrorystów. Choć często zmieniano jego kryjówki, za każdym razem „przeprowadzki” nie zakładano mu kajdanek ani nie krępowano i nie wiązano oczu, by nie wzbudzać niczyich podejrzeń. Podobno miał dostęp do telewizji oraz telefonu, w każdej chwili mógł więc zadzwonić do rodziny, ale tego nigdy nie zrobił. Informowano go także o tym, że jego sprawa jest bardzo nagłośniona. Z relacji Pakistańczyka również wynika, że otrzymywał przyzwoite wyżywienie, niejednokrotnie lepsze i większe niż sami talibowie. Mumtaz Bangash miał mieć bowiem stały kontakt z porywaczami, a także nagrywać pierwszy film, na którym Polak prosił o pomoc. Ponoć przez cały czas wierzył, iż jego rząd zrobi wszystko, aby go uratować. Z porywaczami porozumiewał się (wg Bangasha) łamaną angielszczyzną oraz gestami, a później nauczył się trochę języka pasztuńskiego tak, że był w stanie skojarzyć mniej więcej, co takiego do niego mówią.

Bliscy polskiego geologa


Od początku w stałym kontakcie z MSZ była siostra, Danuta Paszek. Pojawiła się ona również w reportażu wyemitowanym przez TVN w programie „Superwizjer” (data i godzina emisji została podana powyżej). Po pewnym czasie jednak, pod sam koniec tej tragicznej historii, milczenie przerwała Dorota B. (nie ujawniła twarzy), z którą polski inżynier był niegdyś związany, a owocem tego związku jest 13-letni dziś syn Michał. Oboje apelowali przez media do polskiego rządu, aby zrobił wszystko, by uwolnić „tatę”.

Negocjacje i ultimatum


Talibowie dwukrotnie przedłużali termin ultimatum, co uspokoiło nieco zarówno stronę pakistańską, jak i polską. Uważały one bowiem, że to dowód, iż porywacze są zdolni pójść na pewne ustępstwa. I rzeczywiście, dzięki negocjacjom udało się zmniejszyć liczbę więźniów, których wypuszczenia domagali się terroryści – z około stu do czterech. Jednak, jak zapewniali, byli to zupełnie niegroźni ich towarzysze, co nie do końca było prawdą. Wśród osób wymienianych przez porywaczy był także Ahmed Sheikh Mohamed, który w 2002 roku wydał rozkaz zabicia amerykańskiego dziennikarza, Daniela Pearla. Egzekucji dokonano wówczas w podobnie bestialski sposób – przez poderżnięcie gardła i ostatecznie ścięcie całej głowy, co zostało uwiecznione na taśmie. Za tę zbrodnię został on skazany przez sąd pakistański, a teraz talibowie domagali się m.in. jego uwolnienia. Ponadto rząd pakistański nie zgodził się na wycofanie swoich wojsk z terenów plemiennych, leżących przy granicy z Afganistanem (są to bardzo trudne terytoria, nad którymi rząd pakistański nie ma praktycznie żadnej kontroli). Jeszcze w nocy z 6 na 7 lutego 2009 roku polski MSZ informowany był o pomyślnym przebiegu negocjacji, stąd też nastąpiło ogromne zdziwienie, kiedy nad ranem (polskiego czasu), w sobotę 7 lutego pojawiły się pierwsze niepotwierdzone informacje o zabiciu Polaka. Wersje były jednak różne: że ścięto mu głowę albo że zanim tego dokonano, wpierw go zastrzelono. Odtąd cała Polska zamarła, wszyscy chcieli dowiedzieć się czegoś więcej. Nikt jednak nie wierzył w to, że były to informacje wyssane zupełnie z palca. Pewne było przecież, że sprawa tyczy się bezwzględnych terrorystów, a nie porywaczy-amatorów.

Potwierdzenie zabójstwa


Po dwóch dniach od tych doniesień do władz pakistańskich oraz polskich, a także do przedstawicieli mediów dotarł film z egzekucji. Po wnikliwej analizie potwierdzono ostatecznie, że to nagranie przedstawiające bestialskie morderstwo polskiego inżyniera. Podobno na taśmie nie widać zdenerwowania po Piotrze Stańczaku, jednakże do końca wierzył on w swoje uwolnienie, że jego rząd zrobi wszystko w tym celu. Zaapelował jednak do polskich władz, aby wycofały nasze wojska z Afganistanu oraz zakończyły swoje kontakty z rządem pakistańskim, który nie uczynił nic dla jego wypuszczenia na wolność. Podobno odmówił również możliwości skontaktowania się z rodziną przed śmiercią. Jacek Cichocki potwierdził, że widział ten film i że przedstawiał on okrutne morderstwo. Po tych wydarzeniach siły polskiej dyplomacji skupiły się głównie na tym, aby odzyskać ciało zabitego obywatela polskiego oraz doprowadzić do skazania jego katów. Radosław Sikorski na konferencji prasowej oficjalnie podał informację, że przekażę milion złotych osobie, której doniesienia naprowadzą na ślad sprawców tej zbrodni i spowodują ich ujęcie oraz wydanie na nich wyroków sądowych. Terroryści jednak w zamian za wydanie ciała nadal chcieli podobno spełnienia swoich żądań oraz równowartości około dwu i pół tysiąca dolarów. Pojawiły się także doniesienia o tym, jakoby znaleziono ciało polskiego inżyniera w dolinie Swat. Informacje te nie zostały jednak ostatecznie potwierdzone.

Błędy w polskim działaniu


Pewne jest, że żądania terrorystów były wymierzone przede wszystkim w stronę rządu pakistańskiego, na którego polska dyplomacja miała możliwość jedynie mocno naciskać, sama jednak nie mogła decydować, stąd związane ręce naszego rządu. To niewątpliwe. Ale niepodważalne są jednak pewne tragiczne błędy, jakie popełniono jeszcze zanim doszło do egzekucji. Chodzi przede wszystkim o wypowiedź premiera Donalda Tuska, który przyznał publicznie, że rząd polski nie będzie płacił żadnym terrorystom okupu. Jak twierdzi, zrobił to dla dobra wszystkich Polaków – kolejnych potencjalnych ofiar porywaczy na całym świecie. Za tę wypowiedź zbluzgał premiera Roman Polko, były szef GROM-u, natomiast Zbigniew Chlebowski w rozmowie z Moniką Olejnik w „Radio Zet” przyznał, że był to obowiązek premiera, aby takie oświadczenie wydać. Jak widać, zdania są podzielone. Spekuluje się również na temat tego, czy nie należało wysłać polskich sił wojskowych w celu odbicia naszego obywatela siłą. Głosy te jednak zostają zdecydowanie tłumione przez racjonalistów i znawców tamtejszych terenów oraz zwyczajów panujących w plemionach pasztuńskich. Według nich na działanie zbrojne – po pierwsze – na pewno nie wydałby zgody rząd pakistański, który panicznie chroni swej suwerenności, a przede wszystkim – mogłoby się to skończyć tragicznie także dla samych członków operacji. Są to bowiem tereny bardzo trudne, nierozpracowane nawet przez agentów służb specjalnych USA.


OPRACOWANIE: Marta Akuszewska
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
© EDUCENTRUM biuro(at)wos.org.pl

Angielski Geografia Ciąża Rosyjski Projektowanie stron Warszawa